Strong.

Od teraz rzeczywistość kreują dźwięki.
Metaliczne dźwięki, umiejscowione przy rzepce.
ujażmiające teraźniejszość pręty…
w każdym kawałku mojego JA czuję ich upór i moc.
Będą testować moją cierpliwość, moją pokorę i spokój ducha.
Będą mi towarzyszyć kawałek czasu.

Minął miesiąc od skręcenia kolana. I tak, Ja córa Swarożyca zaklnęłam wiosnę, trochę niechcąco, trochę nieświadomie. Obiecuje, jeszcze tydzień i oddam słońce… 🙂

as it is.

Na przypale zaciągnięty hamulec ręczny.
Życie stop.
bo energia i endorfiny wypłynęły, zanurzyły się w leśnych bagnach i w górskich wodospadach;
Uziemiona.
Zatrzymana.
Trochę przerażona, trochę roztrzęsiona.

Na pełnej kurwie… rezygnacja i mobilizacja, hibernacja i regeneracja. Akceptacja.

Skręciłam kolano w pięknych okolicznościach przyrody (warto było). Moje tu i teraz składa się z uważności bycia na macie, bo z jogi nie zrezygnowałam. Czytam w języku angielskim BAHAGAVAD-GITA, wieczorami oglądam Start Trek – Picard. A w między czasie fizjo i lekarze.

Fabryka Energii

Przemierzam góry i doliny mojej osobowości,
siły wewnętrzej z odzysku.
Stawiam czoło złości i zawodu, bo Ci nabliźli ranią najbardziej.

Za energię, poświęcony wolny czas, całą masę działań i pomysłów, wszędobylski pozytywny vibe: skopana do nieprzytomnośi w ciemnym zaułku Internetu.

I ja wiem, że ona wróci, bo zawsze wraca. To odzwierielenie naszych czynów i działań w materialnym świecie. Lustrzane odbicie czystej świadomości dobra i zła.
Karma.


Zima.

Środek Zimy uderza z całych sił,
świat zatopiony w miękkich, delikatych płatkach śniegu.
Minus dziesięć i przymarzniętę kąciki ust w półuśmiechu.
Puch pokrywa moje myśli, ciało zanurzam w lodowatej wodzie,
studzę i ujarzmiam wewnętrzny ogień.

Wyrzut endorifin.
zatapiam się, roztapiam i rozpalam na nowo.
Zimno nie ma tu znaczenia, wszystko jest umowne,
wszystko jest takie jakie chcemy żeby było.
Wartościowa jest cisza, bicie serca
i gracja z jaką ogólna białość iskrzy się i otula rzeczywistość.
Spokój w głowie, ogień w sercu.
Bycie, odczuwanie siebie przestrzeni.
Chwila stabilności, w końcu.